Szybko odnalazłam się w nowej rzeczywistości. Choć na początku było ciężko przyzwyczaić się znów do natłoku kartkówek i klasówek. Mogłabym powiedzieć, że w ciągu tych paru miesięcy miałam totalny luz w porównaniu do tego co było w szkole.
Nie mogłam wyrwać się w ciągu tygodnia do cioci i spędzić trochę czasu z córką, za to w weekendy wstawałam dość wcześnie z łóżka, a że miałam już prawo jazdy, wsiadałam w samochód, który dostałam od taty na osiemnaste urodziny. Siedziałam u nich do późna, a czasem nawet nocowałam.
Fakt, że urodziłam dziecko działał w dwie strony.
Z jednej byłam szczęśliwa i bardzo chciałam być mamą. Z drugiej myślałam o tym ile rzeczy właśnie robią moi znajomi i żałowałam, że nie mogę być z nimi.
Kiedy dzwoniła do mnie Caroline z wiadomością, że właśnie idzie z resztą do klubu i pytała czy też nie wpadnę, byłam rozdarta na dwie części, ale wiedziałam, że moim obowiązkiem jest zostać z Lily.
Billy wciąż nie był świadomy tego, że ma córeczkę. Czasem zdawało mi się, że przestał się mną przejmować, ponieważ ciągle był z Justine pod pretekstem, że chciałby jej pokazać miasto, albo pomagał jej w czymś. Jednak przychodził do mnie często, przytulał, całował i zapewniał, że mnie kocha.
Tak minęło pierwsze półtora miesiąca odkąd wróciłam do szkoły.
Pewnego, majowego dnia, kiedy było już dość ciepło abym założyła spódniczkę i bluzkę na ramiączka, Billy podszedł do mnie, przywitał się i oznajmił mi, że ma dla mnie niespodziankę. Myślałam, że to jakiś pluszak, albo biżuteria, a jednak nie zgadłam.
Od razu po szkole zabrał mnie na "wycieczkę". Jazda samochodem nie trwała długo. Bill zaparkował auto przed swoim domem i prosił mnie, abym poszła za nim. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy i stanęliśmy przed jednopiętrowym domem z dużym ogródkiem.
- Podoba ci się? - spytał, a ja nie zrozumiałam co miał na myśli.
- Bill, po co mnie tu przyprowadziłeś? - odwróciłam się do niego i spojrzałam krzywo.
- Czy podoba ci się dom?
Znów spojrzałam na posiadłość i zastanawiałam się dalej dlaczego tu stoimy.
- A co z tą niespodzianką? - pytałam dalej.
- To jest ta niespodzianka. - pokazał ręką, a potem złapał mnie w tali - Moi rodzice zgadali się z twoimi i urządzili nam mieszkanie.
Nie mogłam w to uwierzyć. Urodziłam mu córkę, chciałam mu o tym powiedzieć, ale zjawiła się nagle ta jego przyjaciółka i zaczęłam być zazdrosna, a on w tej chwili proponował mi wspólne mieszkanie.
Skoczyłam na niego i uściskałam.
- Kocham cię. - wyszeptałam mu do ucha.
- Ja ciebie też. - puścił mnie - Chodź, zobacz co jest w środku.
Wyobrażałam sobie trochę inaczej swój pierwszy dom. Miał być większy, ściany miały być szaro - turkusowe, a meble - jasne.
W rzeczywistości nie było tak źle. Razem z łazienką i kuchnią było pięć pomieszczeń. Ściany były w kolorze brudnego błękitu, a drewniane meble w brązie. W sypialni z dużym łóżkiem z baldachimem było o wiele więcej miejsca niż w moim małym pokoiku w domu u mamy.
Cieszyłam się jak dziecko, które własnie siedziało na kolanach swojego taty przebranego za świętego Mikołaja. Pomyślałam, że to dobry moment na to, aby powiedzieć Bill'emu o tym, że przydało by się jeszcze wyremontować pokój dla małej dziewczynki, ale w tym samym momencie zadzwonił jego telefon.
- Cześć, Just - odezwał się, a po chwili się zaśmiał.
Nie mogłam wyrwać się w ciągu tygodnia do cioci i spędzić trochę czasu z córką, za to w weekendy wstawałam dość wcześnie z łóżka, a że miałam już prawo jazdy, wsiadałam w samochód, który dostałam od taty na osiemnaste urodziny. Siedziałam u nich do późna, a czasem nawet nocowałam.
Fakt, że urodziłam dziecko działał w dwie strony.
Z jednej byłam szczęśliwa i bardzo chciałam być mamą. Z drugiej myślałam o tym ile rzeczy właśnie robią moi znajomi i żałowałam, że nie mogę być z nimi.
Kiedy dzwoniła do mnie Caroline z wiadomością, że właśnie idzie z resztą do klubu i pytała czy też nie wpadnę, byłam rozdarta na dwie części, ale wiedziałam, że moim obowiązkiem jest zostać z Lily.
Billy wciąż nie był świadomy tego, że ma córeczkę. Czasem zdawało mi się, że przestał się mną przejmować, ponieważ ciągle był z Justine pod pretekstem, że chciałby jej pokazać miasto, albo pomagał jej w czymś. Jednak przychodził do mnie często, przytulał, całował i zapewniał, że mnie kocha.
Tak minęło pierwsze półtora miesiąca odkąd wróciłam do szkoły.
Pewnego, majowego dnia, kiedy było już dość ciepło abym założyła spódniczkę i bluzkę na ramiączka, Billy podszedł do mnie, przywitał się i oznajmił mi, że ma dla mnie niespodziankę. Myślałam, że to jakiś pluszak, albo biżuteria, a jednak nie zgadłam.
Od razu po szkole zabrał mnie na "wycieczkę". Jazda samochodem nie trwała długo. Bill zaparkował auto przed swoim domem i prosił mnie, abym poszła za nim. Przeszliśmy na drugą stronę ulicy i stanęliśmy przed jednopiętrowym domem z dużym ogródkiem.
- Podoba ci się? - spytał, a ja nie zrozumiałam co miał na myśli.
- Bill, po co mnie tu przyprowadziłeś? - odwróciłam się do niego i spojrzałam krzywo.
- Czy podoba ci się dom?
Znów spojrzałam na posiadłość i zastanawiałam się dalej dlaczego tu stoimy.
- A co z tą niespodzianką? - pytałam dalej.
- To jest ta niespodzianka. - pokazał ręką, a potem złapał mnie w tali - Moi rodzice zgadali się z twoimi i urządzili nam mieszkanie.
Nie mogłam w to uwierzyć. Urodziłam mu córkę, chciałam mu o tym powiedzieć, ale zjawiła się nagle ta jego przyjaciółka i zaczęłam być zazdrosna, a on w tej chwili proponował mi wspólne mieszkanie.
Skoczyłam na niego i uściskałam.
- Kocham cię. - wyszeptałam mu do ucha.
- Ja ciebie też. - puścił mnie - Chodź, zobacz co jest w środku.
Wyobrażałam sobie trochę inaczej swój pierwszy dom. Miał być większy, ściany miały być szaro - turkusowe, a meble - jasne.
W rzeczywistości nie było tak źle. Razem z łazienką i kuchnią było pięć pomieszczeń. Ściany były w kolorze brudnego błękitu, a drewniane meble w brązie. W sypialni z dużym łóżkiem z baldachimem było o wiele więcej miejsca niż w moim małym pokoiku w domu u mamy.
Cieszyłam się jak dziecko, które własnie siedziało na kolanach swojego taty przebranego za świętego Mikołaja. Pomyślałam, że to dobry moment na to, aby powiedzieć Bill'emu o tym, że przydało by się jeszcze wyremontować pokój dla małej dziewczynki, ale w tym samym momencie zadzwonił jego telefon.
- Cześć, Just - odezwał się, a po chwili się zaśmiał.